Menu

Barwy Szczęścia i... Nieszczęścia

życie codzienne powiatu zawierciańskiego

Pora oczyścić szeregi

dorszojad

W kraju nastał dobry klimat do walki z szeroko pojętym złem. Nareszcie drżeć powinni nie tylko skorumpowani urzędnicy, ale także ci, co po pijanemu włączają się do ruchu drogowego. A propos pijanych w ruchu drogowym, nadrzędne organy Prawa i Sprawiedliwości muszą bardziej zadbać o jakość swoich kadr w głębokim terenie.

Reprezentacja PiS w powiecie zawierciańskim (ta najbardziej widoczna jej część) niestety nie przysparza partii splendoru. Można nawet powiedzieć, że szkodzi wizerunkowi formacji i odpycha od niej lokalny elektorat. Trudno się temu dziwić, skoro „twarzą” ugrupowania jest u nas niejaki Gabriel Dors. Swego czasu zaistniał on na chwilę w samorządzie, ale przed upływem kadencji złożył mandat radnego powiatowego (nie był to akt politycznego protestu) i wybrał inny rodzaj komunikowania się ze społeczeństwem. Przystąpił mianowicie do pisania bloga, co z determinacją grafomana czyni do dzisiaj. Właśnie ów blog każe internautom wątpić w intelektualną sprawność partyjnego działacza..

Najogólniej rzecz biorąc, dzieło Dorsa sprawia wrażenie tworzonego pod wpływem jakichś substancji psychoatkywnych. Nie chodzi tu nawet o infantylizm, nieporadność językową, liczne błędy składniowe, gramatyczne i ortograficzne. Chodzi o to, że autor z żarliwością naocznego świadka opisuje wydarzenia i sytuacje, w których sam nie uczestniczył. Ba, on nie tylko opisuje, on także wysnuwa z nich daleko idące wnioski, buduje hipotezy, kreśli scenariusze. Zatem albo jest jasnowidzem, albo posiłkuje się pokątnie zdobytą „wiedzą”, pogłoskami, podsluchanymi gdzieś urywkami rozmów. Raczej ta druga ewnetualność wchodzi w rachubę.jestem_z_magla

W zasadzie pan Gabriel uruchomił w cyberprzestrzeni nie tyle blog, co magiel. Młodemu pokoleniu należy wyjaśnić, że magiel to był kiedyś taki punkt usługowy, gdzie oddawało się pranie do wyprasowania. Miał on specyficzną, niepowtarzalną atmosferę. Spotykały się w nim gospodynie domowe i czekając na zmaglowanie swoich poszew, obrusów i prześcieradeł gawędziły na różne tematy. Obrabiały dupy sąsiadkom, dowiadywały się, że Kowalska sypia z Nowakiem, Pszczółkowski zdradza żonę ze swoją szwagierką, a córka Kwiatkowskich zaszła w nieślubną ciążę. Krótko mówiąc, tak sobie niewinnie plotkowały. Blog Dorsa to klasyczny magiel. Wielka (zdaniem Dorsa) polityka miesza się na nim z personalnymi wycieczkami i prozaicznym obgadywaniem bliźnich.

Gabriel Dors ma jednak jeden absolutny dar od Natury. Otóż budzi on powszechną, niezależną od światopogladu, wyznania czy przynależności partyjnej niechęć. Pewnie dlatego tak kiepsko mu idzie w wyborach, do których w charakterze kandydata uparcie przystępuje. Zawsze z tym samym skutkiem, czyli sztywno wyprostowanym przez głosujących środkowym palcem dłoni. W jego przypadku zawsze również powtarza się ten sam powyborczy schemat. Ponieważ Dors nie ma zwyczaju sprzątać po sobie, jego plakaty przez długie miesiące szpecą krajobraz, dopóki nie ulegną biodegradacji. Na słupach ogłoszeniowych niespełniony kandydat najpierw blednie, potem odbarwia się i łuszczy, by na koniec w postaci papierowych strzępów zaśmiecać chodniki. Ludzie depczą zmieszane z błotem szczątki Dorsa i na podeszwach wnoszą je do domów.

Prawo i Sprawiedliwość kojarzy się z drużyną zdecydowanych szeryfów, rozwiązujących problemy czynem, a nie babskim klachaniem. Czy do tej ekipy pasuje ktoś tak zniewieściały, a przy tym tak skrajnie nieskuteczny? Chyba już pora oczyścić szeregi.

 

© Barwy Szczęścia i... Nieszczęścia
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci