Menu

Barwy Szczęścia i... Nieszczęścia

życie codzienne powiatu zawierciańskiego

Od A do P

dorszojad

Kiedy prezydentem niasta został Ryszard M,. na starostę wyznaczył swojego człowieka – Rafała Krupę. Decyzja zawierciańskiego dyktatora stała się ciałem. Zainstalowani w radzie powiatu żółnierze Rycha sprawę klepnęli i Krupa stał się głową powiatu. Ten wcześniejszy menadżer wiejskiej piekarni jako starosta zasłynął podrobieniem podpisu swojej żony i doprowadzeniem szpitala do, delikatnie mówiąc, kłopotliwej sytuacji ekonomicznej. Mimo braku widocznych talentów, uzdolnień, a nawet sympartycznej gęby, Krupa skromnością nie grzeszył. Chłopak miał niezwykle wyoskie mniemanie o sobie i dalekosiężne plany polityczne. Marzył o rządach nowej formacji pokoleniowej z sobą na czele. Filarami projketu mieli być Paweł Abucki i Krzysztof Peroń – obrotni goście, którzy jeszcze większej obrotności nabrali pod opiekuńczymi skrzydłami Ryszarda M. i jego pupila, Krupy. W okresie Wielkiej Zawierciańskiej Smuty Abucki rozwinął działalność na szeroką skalę. Udało mu się, bo jest taki inteligentny? Nie. Jest po prostu sprytny, a przy okazji trafił na głupszych od siebie frajerów. Krupa i jego duchowy ojciec to w gruncie rzeczy frajerzy, który naiwnie uwierzyli, że dzięki Abuckiemu i Peroniowi zapewnią sobie społeczne poparcie i umocnią władzę nad zawierciańskim ludem.KRUPA_Z_KLUCZYKIEM

Na czym opierała się ta wiara? Ano w samorządowej kampanii wyborczej Abucki dał się poznać jako prawdziwy wulkan oryginalnych pomysłów. Założył Ryszardowi M. konto na „Naszej klasie” (taki facebook.dla ubogich) i dodawał mu tam „znajomych”, zorganizował także spotkanie z mieszkańcami, pod nazwą „Z Ryśkiem przy kawie”. Pojawili się na nim wyłącznie prawdziwi znajomi rzeczonego Ryśka, a zatem elektoratu od tego nie przybyło. Ponadto kolega Paweł systematycznie sławił Ryszarda M. i Krupę w komponowanym przez siebie, lecz przez nikogo nie czytanym periodyku „Zawiercianin”. No i jeszcze jedno, przeprowadził z Krupą przedwigilijny wywiad, w którym były starosta wyznawał jak to w fartuszku krząta się po kuchni, pichci rozmaite pyszności i że ulubioną świąteczną potrawą w jego rodzinnym domu jest „Kompot Dziada” (?).

Za tę twórczą pracę z zakresu marketingu politycznego Abucki zsotał hojnie nagrodzony. Po wyborach (tych, w których niski Ryszard M. objął wysoki urząd prezydenta i Krupę zrobił starostą) w ustawionym głosowaniu został przewodniczącym działającego w starostwie ciała, reprezentującego organizacje pozarządowe (ciała wskazującego między innymi, komu przyznać z publicznych pieniędzy jakąś dotację). Z poparciem Ryszarda został także przewodniczącym rady jednego z większych zawierciańskich osiedli. Ryszard wystawił go ze swojego ramienia na kandydata do rady miasta.

Abucki – członek z ramienia – nie załapał się jednak na radnego, za to jego dziwna organizacja „Centrum Inicjatywn Lokalnych” zyskała ogromne pole do popisu, czyli chamskiego tłuczenia kasy. Wszędzie tam, gdzie we współpracy z samorządem można było ją wyrwać pojawiał się CIL i jego energiczny lider. Szczytem bezczelności był finasowany przez Unię Europejską projekt, zdaje się pod kryptonimem „Europejski Urzędnik na Jurze”. Serię pseudoszkoleń dla biurokratów zapoczątkował krótki kurs „protokółu dyplomatycznego” Słuchacze dowiedzieli się tak przydatnych w pracy biurowej rzeczy, jak miejsce usadowienia zony ambasadora podczas oficjalnych dyplomatycznych przyjęć, czy kolejność podawania na nich wykwintnych dań. Pozostałe wykłady były już mniej pasjonujące. Ględzący w sali obrad rady powiatu prelegenci przekazywali śpiącej lub grającej w kółko i krzyżyk publiczności wiedzę na poziomie Wikipedii.

Trzymając tyle nici w ręku, Abucki zwielokrotnił możliwości autopromocji. Gościł w bardzo wielu miejscach, występując w roli bezinteresownego dobroczyńcy i w imieniu CIL wręczając różnym (starannie wyselekcjonowanym i podpowiedzianym przez Krupę) podmitotom drobne sumy na cukierki. Towarzyszyła temu odpowiednia oprawa. Kilka osób musiało tryzmać tablicę o powierzchni dachu betlejemskiej stajenki, na której gigantycznymi literami wypisany był „czek” na 500 zł”. Razem z Peroniem często zahaczał np. o hotel Villaverde, gdzie zpaprzyjaźnieni z Ryszardem M.”biznesmeni” i inne perzydupasy wsłuchiwali się w bełkotu obu dżentelmenów.
IMG_08541

W Urzędzie Miejskim można znaleźć naocznych świadków biesiad Abuckiego, Peronia i brata byłego marzszałka województwa śląskiego (Adama Matusiewicza) w siedzibie Towarzystwa Miłośników Ziemi Zawierciańskiej. Ta rozbawiona ekipa nazywała siebie „przyszłą elitą Zawiercia”, opierając swój optymizm na związkach właśnie z rodziną Matusiewiczów. Niestety marszałek zmuszony został do rezygnacji, a wkrótce po tym wykluczono go z szeregów Patformy Obywatelskiej.

Abucki i Peroń nie okazali się zbyt lojalni wobec swych mocodawców. Przyjmując taktykę szczurów uciekajacych z tonącego okrętu, w ostatnich wyborach startowali (na szczęście bez poowodzenia) z własnej listy „Miłośników Ziemi Zawierciańskiej”.

W więziennej celi Ryszardowi M. będzie podwójnie przykro, mając świadomość, że ci, których wypromował cieszą się wolnością. Chodzi więc o to, by tą wolnością się nie cieszyli. Ministrze Ziobro, złagodź Ryszardowi udręki odsiadki!

 

 

© Barwy Szczęścia i... Nieszczęścia
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci